Z Clancy i dla Clancy
“It sounds like life” to ambientowy album, którego słucha się tak, jak słucha się krajobrazu.
Utwory brzmią jak przypisy do wewnętrznego życia: krótkie, refleksyjne, otwarte. Delikatne syntezatory i powolne drony pulsują pod nagraniami ptaków z Georgii, których śpiew migocze niczym przelotne myśli. Te naturalne momenty uziemiają album, nadając mu poczucie miejsca, nawet gdy celowo pozostaje on nieosadzony.
Fragmenty z „Twin Peaks” i „Northern Exposure” wypływają na powierzchnię niczym na wpół zapomniane rozmowy podsłuchane późno w nocy – nienachalne, nie wyjaśniające niczego. Niosą ze sobą znajome ciepło i dziwność, przywodząc na myśl małe miasteczka, przestrzenie liminalne i delikatny absurd codziennej egzystencji. Zamiast nostalgii samej w sobie, te sample działają jako emocjonalny skrót: przypomnienie zachwytu, niepokoju i więzi.
Niespieszne i głęboko nastrojowe, brzmi tak, jakby życie nie było po to, by je śledzić, lecz by w nim żyć. Brzmi jak pogoda, jak myśl, jak samo życie – rozwija się cicho, sensownie i tuż poza zasięgiem.
Sam opis został napisany przez sztuczną inteligencję, stanowiąc cichą refleksję nad centralnym pytaniem albumu: co jest prawdziwe, gdy pamięć, media, natura i percepcja maszyn nakładają się na siebie? Tak jak muzyka miesza śpiew ptaków z echem telewizyjnym, a poezję z atmosferą, rzeczywistość widzianą na własne oczy ze światami stworzonymi w umyśle podczas oglądania tych sztucznych światów, sample połączone z fragmentami granymi na prawdziwych instrumentach, tak tekst odzwierciedla rzeczywistość, w której autorstwo, znaczenie i uczucia są coraz bardziej wspólne dla ludzi i systemów, które stworzyli.
Clancy: idea, głos, field recordings, zdjęcia
DustCats: muzyka
